Różnice, różnice
Saturday, April 07, 2012 | Labels: stąd | 0 Comments
Intenzivní kurz - Brno 2012
Sunday, March 25, 2012 | Labels: my u nich, nauka, stąd | 0 Comments
Uwagi po zachodzie słońca
Nie jest tajemnicą, że nie przejawiam szczególnie patriotycznego stosunku do własnego kraju. Pojęcia typu naród czy ojczyzna stanowią dla mnie neutralne jednostki językowe, służące do opisu pewnych zjawisk społecznych i politycznych. Mam jednocześnie stały kontakt z przedstawicielami grupy, która o Narodzie pisze zawsze dużą literą, a tożsamość Polaka uważa za istotniejszą od europejskiej czy światowej. Mniejsza o moją ocenę zjawiska, o szczegółach można poczytać u połowy publicystów polskich.
Gdy czytałam ostatnio tekst, w którym autor miał za złe młodzieży, że nie identyfikuje się z tradycją i tym, co uważa za podstawę do istnienia suwerennej Polski, coś mi zaczęło nie pasować z innej niż zwykle strony.
I gdy ugryźć tę inną stronę, okazują się ciekawe rzeczy. Postaram się sformułować to zjawisko dość jasno. Dzięki wyjazdom na stypendia poznałam w Ostrawie trochę osób, z którymi utrzymuję regularny kontakt via Facebook. Z nimi, filologami zainteresowanymi Polską, dzielę dość duży obszar jako filolożka zainteresowana Czechami, choć paradoksalnie to brzmi. Nigdy nie odczuwałam obcości tych osób, nie definiowałam ich przez ich czeskość, ani siebie w kontakcie przez polskość. Występowanie w roli eksperta w danej dziedzinie nie wiąże się u mnie z określeniem tożsamości przez kraj, w którym się urodziliśmy, i język, którym mówimy.
Różni nas doświadczenie, ale doskonale się rozumiemy, są dla mnie "swoi".
Publicyści prawicowi z jednej strony mnie Narodem, z drugiej z przedstawicielami tegoż nierzadko odczuwam mniejszą wspólnotę niż opartą na zainteresowaniach i światopoglądzie z Czechami. Przestaję momentami zauważać, że używają innego języka - żeby było śmieszniej.
Kiedyś buntowałam się przeciw opcji Narodowej, ale to było przeczucie buntu, to było tupnięcie: "ale czemu Polka, co to za konstrukt - ten naród?", dziś rzeczywiście (chciałam napisać: skutecznie) znajduję się w miejscu chcianym wówczas. Ludzi lubię, ludzi nie lubię, obywateli świata, z którymi łączą mnie bajki oglądane w dzieciństwie i słuchana dziś muzyka, z którymi polecamy sobie filmy i wymieniamy się uwagami o książkach. A czy się urodzili za Odrą, przed Odrą, pod Odrą, jest kwestią przypadku. I to jest jedna z najlepszych stron globalizacji i możliwości, jakie w ostatnich latach dała mi UE. Tym razem euforyczne zakończenie.
Tuesday, June 21, 2011 | Labels: stąd | 0 Comments
o słowotwórstwie
Uczenie się języka czeskiego gdy jest się użytkownikiem języka słowiańskiego, rodzi dziwne - inne problemy niż uczenie się na przykład angielskiego czy niemieckiego.
Dość wcześnie zaczyna się etap komunikatywności. Po poznaniu podstaw gramatycznych i paru słówek poradzimy sobie w większości codziennych sytuacji (może pod warunkiem, że zakupy będziemy robić w sklepach samoobsługowych). Rozmowy w środkach komunikacji masowej brzmią znajomo, a tytuły w gazetach nie są chińskimi znaczkami, niosą treść. Pamiętam, że w trzecim tygodniu pierwszego kursu czeskiego, na jakim byłam, czytywałam namiętnie Reflex, odpowiednik Przekroju - oczywiście z pominięciem artykułów gospodarczych i politycznych, to do dziś po części jest mój zbiór pusty. W każdym razie nawet fakt, że ok. 20% słów z zakresu kultury było mi kompletnie niezrozumiałych, nie przeszkadzał w chwytaniu sensu tekstu. Dla mnie - Polki - miesiąc intensywnej nauki na terenie Czech był przełomowy.
Potem z radością obserwujemy, że żadna codzienna sytuacja nie stanowi dla nas problemu, wyjaśnimy obcemu człowiekowi trasę na dworzec, a w dodatku w klubie dopiero po trzecim zdaniu rozmówca się orientuje, że rozmawia z cudzoziemcem/-ką. Lektura portali internetowych przy kawie - żaden problem. Podręcznik do historii Czech czytamy ze sporym samozaparciem, ale w oryginale. Podręczniki do gramatyki i językoznawstwa są bułką z masłem. W tym momencie interferencja zbiera swoje pierwsze żniwo.
Słowa, podobne słowa wchodzące w miejsce polskich. Składnia czeskiego zdania, zmiana rekcji czasownika. Duży kontakt z jednym językiem wpływa negatywnie na pierwszy. Mówi się śmieszną hybrydą, co momentami bywa i irytujące. (Dobrze, że się mówi z bohemistami, oni przynajmniej czują, co poeta miał na myśli).
Kolejny kontakt z czeskim w Czechach pomógł mi się wydobyć z etapu wspomnianej interferencji - zaczęła się bardziej perfidna, w której upatruję największy międzyjęzykowy problem. W obu językach tworzy się różne części mowy za pomocą tych samych bądź podobnych sufiksów. Problemem jest to, że nie zawsze sobie odpowiadają, prostej reguły nie ma, a wyjątków jest dużo. Kiedy czytam po czesku, rozumiem, ale nie umiem podać poprawnego odpowiednika po polsku i odwrotnie.
Prosty przykład:
-ický zwykle w polskim jest zastępowany przez -yczny
estetický
historický
Ale nie zawsze:
rasistický - tu polskie -owski
marxistický - tu - bez słownika - odpowiednika nie podam, tak zmyliła mnie ta forma.
Stwarza to jeszcze śmieszniejszą sytuację, w której pewnie rozpoczynam wypowiadać słowo, ale przy końcu rdzenia zatrzymuję się i szukam tego sufiksu, który pasuje. Wyczucie na razie mi usiadło, wróci po zakończeniu tego etapu, wysługuję się innymi ludźmi do podpowiadania, co jest po polsku, a co brzmi obco. Czuję się z tym dość dysfunkcyjnie. ;)
Sunday, June 12, 2011 | Labels: język - jazyk, stąd | 0 Comments
kącik literacki
Vrchlický Jaroslav (17.02.1853 - 09.09.1912)
Za trochu lásky (Okna v bouři)
Za trochu lásky šel bych světa kraj
šel s hlavou odkrytou a šel bych bosý
šel v lednu, ale v duši věčný máj
šel vichřicí, však slyšel zpívat kosy
šel pouští a měl v srdci perly rosy
za trochu lásky šel bych světa kraj.
Jak ten, kdo zpívá u dveří a prosí.
-------
Polski przekład postaram się w najbliższych dniach dołączyć do oryginału. Spotkałam się dziś z tym tekstem przy okazji zajęć z literatury i przypomniałam sobie skądś to brzmienie.
Jeśli ktoś widział dobrze znany czeski film "Butelki zwrotne", to na pewno pamięta, że głównym jego bohaterem był znerwicowany bohemista. W jednej z początkowych scen słyszymy, jak dyktuje uczniom do zeszytów właśnie ten wiersz.
Okazuje się, że ten utwór wszystkie czeskie dzieci znają na pamięć, podobnie jak polskie - inwokację (nawet nie muszę pisać skąd, przecież to jasne). Przenikł też do popkultury, doczekał się wielu odwołań, jest po prostu kanonem, należy do wiedzy wspólnej Czechów.
Przy okazji całkiem zgrabnego wiersza, który z przyjemnością czytam sobie teraz na głos, muszę dopisać kilka słów o Vrchlickym. Jaroslav Vrchlicky był bardzo płodnym pisarzem i tłumaczem. Dzięki jego pracy literatura czeska końca XIX i początku XX wieku otworzyła się na świat, dogoniła Europę i mogła stanąć w pierwszym rzędzie podczas formowania się kolejnych -izmów. Vrchlicky łącznie wydał ponad 200 dzieł - przekładów i tekstów własnych. Był obiektem ataków osób z ugrupowań konserwatywnych, oskarżano go o propagowanie obcych wzorów, form, tematów. Istotne, wprowadził do czeskiego środowiska nowe typy bohaterów, przygotował grunt pod realizm (przekładami choćby Hugo). W tym raczej jego zasługa zresztą niż słabość.
I na sam koniec szybkiego wpisu spostrzeżenie historyczno-literackie.
Czytałam syntezy dotyczące polskiej i czeskiej literatury. Jeśli chodzi o zawartość, gdyby otworzyć polską syntezę dokładnie w środku, znajdziemy romantyzm - będzie tam już od 150 stron i pociągnie się przez kolejne. Środek typowego czeskiego podręcznika to początek XX wieku. 2/3 wydania jest zajęte przez XX wiek, w tym dość dokładne opracowania czasów powojennych, które w polskich podręcznikach "załatwia" się na ostatnich 50 stronach.
Monday, October 18, 2010 | Labels: język - jazyk, literatura, stąd | 0 Comments
Wypowiedzmy wojnę Czechom...
...i im się poddajmy
Taką grupę założył ktoś na Facebooku. Do dziś zapisało się prawie 4,5 tys. ludzi.
Założenie jest proste: naprawilibyśmy problemy Polski rozwiązaniami Czechów, napili dobrego piwa, zapalili dobre (?) zioło, poderwali Czeszki. A w zamian dostęp do morza, z którego mogą się Czesi ucieszyć. Minusów nie zauważono. Na grupowej tablicy odzywają się zarówno Czesi, jak Polacy i panuje wesoła atmosfera wzajemnego zrozumienia.
Szczególnie cieszą mnie komentarze na temat stanu kolei w Polsce: Czesi dziwią się, jak muszą nasze tory wyglądać, skoro tak tęsknimy do ich drah - w ich ocenie byle jakich.
Logo grupy wygląda tak, że połowie polityków-patriotów, łącznie z nieżyjącymi, mogłyby włosy dęba stanąć:
Informacje o grupie dotarły i do czeskich mediów, dla przykładu zpravy.idnes.cz, lidovky.cz
Saturday, June 12, 2010 | Labels: kultura, prasa, stąd | 1 Comments
Wegetarianin w Czechach
Każdemu wegowi Czechy kojarzą się z rajem. Skąd, jak nie stąd, pochodzi najlepsze na świecie tofu? Najtańszy wędzony tempeh? Pasty i pasztety, które obok mięsa nawet - na szczęście - nie leżały?
Większość sklepów ze zdrową żywnością w Polsce sprowadza towar właśnie zza południowej granicy. Jedyny problem u nas stanowią koszta przewozu doliczone do cen produktów, co sprawia, że w porównaniu z typowym twarożkiem czy serkiem kupowanie tych specjałów się zwyczajnie nie opłaca. Inaczej w Czechach - koszt zakupów w zdravé vyživě nie odbiega od kosztów typowego mięsożercy w markecie.
Te czeskie zdrowe żywności można napotkać i w małych miejscowościach, więc w odróżnieniu od Polski nie ma problemów ze znalezieniem i zakupem ulubionych smakołyków.
Trochę inaczej sprawa wygląda, gdy wegetarianin chce zjeść coś gotowego na mieście. O ile nie trafi na restaurację wegetariańską (jak mi wiadomo, w Ostravie są przynajmniej trzy takie), może próbować startować do typowych czeskich restauracji. A wtedy zaczyna się kombinowanie z menu, gdyż Czesi uwielbiają wieprzowinę, wołowinę, nawet dziczyznę, ale warzyw specjalnie chętnie nie jedzą. Standardem (na szczęście!) jest smažený sýr, czyli smażony ser, czasem hermelin, czyli niespotykany u nas rodzaj marynowanego sera pleśniowego. Trzeba jedynie uważać na wypełnienie - często nadziewa się go np. szynką. Do często spotykanych należą też bramboráky, czyli placki (zdarza się i jeden) ziemniaczane. Od naszych (albo przynajmniej znanych mi) odróżnia je wielkość i dodatek czosnku.
Mniej więcej w tym miejscu kończy się wybór dań na ciepło. Jeśli mamy sporo szczęścia, uda się skombinować z přiloh (dodatków) np. grilované šampiony (pieczarki z grilla), grilovanou zeleninu (warzywa) i ryż lub frytki.
Dobrym wyjściem na upalne dni albo gdy się po prostu nie czuje wielkiego głodu, są sałatki. Dwie standardowe to šopský salát i řecký salát. Ten pierwszy trochę przypomina sałatkę grecką, zawiera jednak paprykę zamiast oliwek i okraszony jest ostrym serem bałkańskim typu feta (który z dostępną u nas w sklepach fetą nie ma wiele wspólnego).
A k tomu - oczywiście - pivo.
Monday, May 24, 2010 | Labels: kuchnia - kuchyně, stąd | 0 Comments
Początki
O mojej licealnej matematyczce wiele można by opowiadać, na pewno jednak nie cechowała się doskonałą znajomością wykładanego materiału. Dziś, gdy dopłynęła do mnie refleksja prowadzącego o uproszczeniach grup spółgłoskowych, przypomniałam sobie manierę tejże pani, która to maniera potrafiła nam zapewnić dobry humor przez całą lekcję.
Regularnie odbywaliśmy wycieczki za południową granicę i szukaliśmy pierwiastka z Czech. Dotarłam do źródeł! Eureka (i wcale nie potrzebowałam wanny do odkrycia)! Gdy ktoś zapyta mnie, dlaczego bohemistyka i skąd taki pomysł po kilku latach studiów w języku ojczystym, z czystym sumieniem będę mówić, że to z miłości do matematyki.
Tuesday, April 20, 2010 | Labels: stąd | 0 Comments
Wroc(już)love
Zapuściliśmy się z blogaskiem, a przecież snu jeszcze nie koniec (już nigdy nie koniec? jakaż to radość dla osoby tak uwielbiającej spać, jak ja!).
Sesja trwała długo, skończyła się w połowie lutego pełnym zwycięstwem. Radośnie wpisałam się na drugi semestr obu kierunków i rozpoczęłam pielgrzymkę między wrocławską Pocztową i wrocławskim placem Nankiera - też dobry punkt, mam na pamięci plan przejścia Camino.
Zebranie formalności powyjazdowych trochę trwało, potrzebowałam odgrzebać wszystkie wersje Learning Agreement, Changes, kontaktu, potwierdzeń pobytu na uczelni zagranicznej i intensywnym kursie w Krnovie (jak wiele się tam nauczyłam, widzę dziś na zajęciach). Wypełniłam dwie ankiety, wydrukowałam tonę papierów, zaniosłam, podpisałam i zakończyłam ten rozdział. Jeszcze rozmowa z koordynatorką - zaproponowała praktyki studenckie w ramach Erasmusa, postaramy się wspólnie o Czechy. (:
Dwa kursy polonistyczne powtórzę w przyszłym semestrze i mam nadzieję, że zmieszczę się ze wszystkim czasowo.
Wycieczka do Ostravy w lutym zaowocowała odzyskaniem skradzionego telefonu (czeska policja znajduje takie rzeczy! jeśli macie gdzieś stracić swoją własność, zróbcie to w Czechach!), kupieniem Slovníka spisovné češtiny i lektury na czas wolny - Michaela Viewegha "Baječná leta pod psa".
Wybrałyśmy się z Olą w mroźny dzień przetestować alternatywną drogę do naszej Mekki i o ile przejazd w tamtą stronę się udał bez większych problemów (autobus do Głuchołazów, pociąg do Ostravy), o tyle powrót był koszmarem - gdy uciekł nam w tych Głuchołazach ostatni autobus do Wrocławia, czekałysmy ponad godzinę na kolejny, który nie przyjechał i w końcu w jakiś opolski udało się nam wsiąść. W Opolu bieg na pociąg i po prawie 7 godzinach stanęłyśmy na wrocławskim PKP. Takie rzeczy tylko latem.
No i znów, nim niewiele wody w Odrze upłynie, wybieram się do Ostravy. Zorganizowali międzynarodową konferencję studencką, na której chcę zaprezentować projekt mojej pracy magisterskiej. Jest to część szeroko zakrojonego planu podnoszenia własnej wartości na rynku nauki polskiej, a czy się uda i jak uda - czas pokaże.
Zmęczona wracam wieczorami do domu, a i tak cieszę się (niesamowicie!) z kształtu, jaki ten rok przybiera.
Saturday, March 06, 2010 | Labels: i znów spomiędzy, stąd | 0 Comments
Wroc(nie)love
Zaczynam leciutko żałować. Na razie tylko tak, gdy słucham o wydarzeniach minionego semestru na obu moich kierunkach i gdy czuję się nieco odosobniona wśród bohemistów. I, kto wie, czy nie bardziej, gdy już napiszę zaliczeniowe prace, kolokwia, zdam egzaminy - okazało się bowiem, że właściwie wszystko jest do powtórki, nie da się inaczej. Grzęznę w teorii literatury (pewne rzeczy - powtarzam za Anią - się nie zmieniły od pierwszego roku) na zmianę z Klemensiewiczem, który zginął - zdaniem wielu - zbyt późno, przynajmniej tragicznie.
Odpoczywam właśnie od "Retoryki" Fisha, czas wracać do kolejnych tekstów. Jedno jest pewne, w styczniu nudy nie poczuję. :)
Friday, January 08, 2010 | Labels: stąd | 2 Comments
Policie
Pobyt w Ostravie zakończyła w moim przypadku wizyta na czeskim komisariacie policji w związku z moją komórką. Gdy po długich trudach znaleźliśmy jakiś (oznaczenia w mieście są do kitu), weszłam i zakomunikowałam, że chcę zgłosić kradzież. Trzech panów wyszło popatrzyć i posłuchać tego, co mówię. Opisałam sytuację (po czesku!), poproszono mnie, bym usiadła i poczekała. Po chwili przyszedł policjant i zaprosił na górę. Spędziłam z nim miłą godzinę. ;) Zapytana o dowód osobisty zaznaczyłam, że nie jestem Czeszką, na co ten zdziwił się dość mocno i spytał, czy nie chcę tłumacza. Nie chciałam, stwierdziłam, że się zrozumiemy. Pokazałam mu przywiezione przez rodziców mi pudełko i dowód zakupu aparatu, zapytałam, co chcą zrobić.
Wielkie pierwsze zdziwienie: będą go szukać!
Do tej chwili byłam przekonana, że chcę tylko policyjny papier i blokadę IMEI. Teraz mówią mi, że będą szukać telefonu, złodzieja i zamierzają mi ten telefon oddać! Wyjaśniono mi też, że jeśli nie znajdą aparatu, sami zablokują IMEI, więc naprawdę nie muszę niczego już robić - tylko dać im czas na działania.
Gdy miałam wątpliwą przyjemność wizytowania polskiego komisariatu, potraktowano mnie zupełnie inaczej. Słyszałam też same złe rzeczy o czeskiej policji, tymczasem mam swój papier, swoją obietnicę, ogólnie - zadowolona jestem.
Na koniec zapytałam z ciekawości, co by było, gdybym chciała skorzystać z usług tłumacza. Nie wyszłabym stamtąd w ciągu godziny, prawdopodobnie nawet nie w ciągu trzech. Nie mieliśmy tyle czasu, więc bardzo, straszliwie ucieszyłam się z wymiernej korzyści, jaką dała mi nauka języka przy każdej możliwej okazji.
Wednesday, December 23, 2009 | Labels: Erasmus, stąd | 0 Comments
w przerwie
Podanie na bohemistykę (niech mnie nie skreślają!) gotowe i wydrukowane. Za godzinę pociąg do Wrocławia - postanowiłam dziś zadebiutować na drugim kierunku studiów i poszukać rzeczników (rzeczniczek) mojej sprawy wśród koleżanek i kolegów z roku.
Jutro wizytuję promotora, czas na rozmowę o kształcie magisterki (kształcie... temat by się przydał :D). Tuż potem kolejny pociąg i tym razem Ostrava - na miesiąc, na dłużej? Mam nadzieję, że sprawy studiowania we Wrocławiu uleżą się i bez moich interwencji, podczas gdy ja będę spędzać czas nad słownikiem czesko-polskim i nie tylko.
Tuesday, October 06, 2009 | Labels: Erasmus, stąd | 0 Comments
trzyyy-czteeery
Boję się i jutrzejszego wyjazdu, i wszystkiego, co mnie czeka nim wieczorem położę się w nowym nie-swoim łóżku.
Sunday, September 13, 2009 | Labels: Erasmus, stąd | 0 Comments
niemoc
Tych kilka dni przerwy, podczas których nie chce się załatwiać miliona ważnych spraw, a najchętniej spędziłoby się wakacyjnie w łóżku, w sufit (lub nie) patrząc.
Potyczki z rodzicami, którym nie można wyjaśnić, że Ostrava jest kilkukrotnie od Głogowa większa, że tam JEST cywilizacja i nie muszę się obkupić na całą jesień i zimę już teraz.
Pakowanie i planowanie w stanie rozsypanym. Może jakąś listę zrobię?
Tuesday, September 08, 2009 | Labels: Erasmus, stąd | 0 Comments
Zítra
Spakowana, tylko laptop jeszcze na biurku. Dusza w ciemnym kącie sufituje, bo na ramieniu nie wytrzymała. Jutro w świat. Ciekawe, to wszystko bardzo ciekawe...
Saturday, August 01, 2009 | Labels: EILC, Erasmus, stąd | 0 Comments
A gdyby EILC nie było?
Jeszcze dodam dwa słowa o owym momencie oczekiwania, z którego wyrwała mnie informacja, że jednak uda się wyjechać. Czeski to nisza, niewiele podręczników, dobre pochowane na uniwersytetach, tym ważniejszy jest dobry wybór. Zaczęłam pracę z podręcznikiem Davida Shorta
"Język czeski dla początkujących" . Zebrał dobre opinie, więc kupiłam, choć w księgarni był dokładnie zafoliowany. Kilkanaście lekcji na prawie 500 stronach, ćwiczenia, dwie płyty, słowniczek, suplement gramatyczny. Miło się z niego uczy.
Wiadomo, że samo czytanie i uczenie się słówek to niewielka część nauki, tu kontakt i umiejętność reakcji są najważniejsze. A żeby się osłuchać z językiem (gdy się nie ma Czecha pod ręką), dobrze posłużyć się zasobami internetowymi. Z pomocą przychodzi rozhlas.cz, czyli rozgłośnia radiowa. Można sobie go posłuchać tu. Kilka stacji do wyboru, ja najcześciej słucham tego.
Nie wiem, jaki byłby efekt, gdybym do września radziła sobie w ten sposób.
Wednesday, July 15, 2009 | Labels: Erasmus, nauka, stąd | 0 Comments
Just like a dream
Dostałam swoje potwierdzenie! :)
Teraz utonę w tysiącu papierków, które trzeba załatwić z Biurem - nie ogarniam...
Mam naprawdę dobry czeski tydzień. W drugiej turze najprawdopodobniej dostanę się na filologię czeską na kochanym UniWroc :-)
Jak się okazuje, wcale nie tak łatwo dostać się do Czech. Wydaje się, że z Dolnego Śląska nie powinno być problemów - a jednak... To, co proponował mi internetowy rozkład jazdy, jest najgorszą chyba opcją na tę podróż. Po długich poszukiwaniach (ponaddwugodzinnych) udało mi się zmontować trasę kombinowaną.
Najszybciej przedostać się z Wrocławia do miejsca docelowego jest przez Głuchołazy. Kilka razy dziennie kursuje przez nie pociąg czeskich linii, startujący i kończący bieg w Czechach (z jednej strony Jesenik, z drugiej Ostrava). Wszystko powinno mi zająć jakieś 3,5h, dwie przesiadki - w Nysie i Głuchołazach. Okazało się też, że nie ma najmniejszego sensu kupowanie biletu przed podróżą - mam kupić u konduktora po czeskim przeliczniku. Nie wiem dokładnie, na jakiej zasadzie to działa, ale za przekroczenie granicy trzeba zapłacić, w Polsce wielokrotność kwoty czeskiej.
Przy okazji ciekawostka: w Czechach płaci się tyle samo za podróż pociągiem osobowym, co jakimkolwiek innym. Pospieszne nie kosztują więcej ani żadne ich warianty.
Jedno wiem na pewno - będzie wesoło :)
Wednesday, July 15, 2009 | Labels: EILC, Erasmus, stąd | 0 Comments
Wszystko nabiera rozpędu
Słuchając relacji Oli z Podebrad, coś mnie w środku kłuło - zwyczajna zazdrość mnie brała na jej możliwość kontaktu z żywym językiem, którego nie da mi żaden podręcznik i radyjko internetowe.
Zmęczona oczekiwaniem na decyzję w Pradze (wciąż ten substitute), wysłałam pytanie do głównej koordynatorki kursów o wolne miejsca, gdziekolwiek i kiedykolwiek. Dziś dostałam odpowiedź: wolne miejsca są jeszcze w Krnovie k. Opavy. Tuż przy polskiej granicy, z dojazdem przekraczającym wszelkie normy (10h z Wrocławia!), malutkie miasteczko o skomplikowanej, jak wszystkie na Śląsku, historii.
Wysłałam odpowiedź, że chętnie wezmę udział. Do piątku powinno mi się udać załatwić wszystko z biurem na uczelni i mogę jechać :)
W życiu bym nie pomyślała, że tak mało wystarczy do pełni szczęścia.
Tuesday, July 14, 2009 | Labels: EILC, Erasmus, stąd | 1 Comments
Stop
Kurs EILC na razie zamrożony, nie mają wolnych miejsc dla mnie. Zazdroszczę Oli, która się załapała na termin lipcowy. Ja na razie stanęłam wobec wolnego sierpnia i patrzę na jego kalendarzowe wyobrażenie. 31 wolnych dni. Tylu nie przewidywałam w żadnej wakacyjnej opcji. 31... Muszę intensywnie pomyśleć.
W dalszym ciągu mam nadzieję, że zostanę przyjęta.
Saturday, July 04, 2009 | Labels: EILC, Erasmus, stąd | 0 Comments
Oczekiwania&obawy
Zastanawiam się nad nimi głębiej, zapytana "bez przygotowania" nie umiałam wymienić nic konkretnego.
No i tak: po polonistyce ostrawskiej nie oczekuję fajerwerków. Interesuje mnie język migowy i ewentualnie zagadnienia dotyczące nauki języka polskiego jako obcego.
Liczę na rozwinięcie sieci kontaktów, imprezy (przyziemnie, wiem), zwiedzenie Czech i odczucie, jak się żyje w innym kraju.
Co do obaw, w zasadzie nie mam żadnych. W dobie Internetu i telefonii komórkowej chyba nawet na południowej półkuli czułabym się blisko domu. No i może jeszcze kwestia, jak bardzo moje bałaganiarstwo wpłynie na relacje z Olą, z którą będę stacjonować w pokoju... ;)
Friday, June 26, 2009 | Labels: Erasmus, stąd | 0 Comments
Archiwum
-
►
2018
(3)
- ► October 2018 (3)
-
►
2016
(6)
- ► April 2016 (3)
- ► March 2016 (3)
-
►
2015
(8)
- ► April 2015 (1)
- ► March 2015 (2)
- ► January 2015 (5)
-
►
2014
(4)
- ► December 2014 (4)
-
►
2013
(12)
- ► December 2013 (1)
- ► November 2013 (1)
- ► October 2013 (9)
-
►
2012
(4)
- ► April 2012 (2)
- ► March 2012 (1)
-
►
2011
(12)
- ► November 2011 (1)
- ► October 2011 (1)
- ► August 2011 (1)
- ► March 2011 (4)
- ► February 2011 (2)
-
►
2010
(18)
- ► October 2010 (3)
- ► August 2010 (2)
- ► April 2010 (3)
- ► March 2010 (1)
- ► January 2010 (1)
-
►
2009
(49)
- ► December 2009 (5)
- ► November 2009 (2)
- ► October 2009 (6)
- ► September 2009 (4)
- ► August 2009 (23)
